Śnieżnik – Misja (nie)możliwa

Śnieżnik – Misja (nie)możliwa

7 grudnia 2018 0 By Wild on bike

Dzień pierwszy - Pobudka

Wstać do roboty o 4:30? Noł łej, ale na wyjazd z rowerem noł problemos amigos. Szybkie śniadanie, kawa i 5:30 ruszamy z ekipą w stronę Kłodzka. Grzesiu (rok temu zorganizował objazd Jeleniej Góry na około) postanowił zdobyć kolejne 3 szczyty do Korony Gór, więc z Arkiem się podczepiliśmy. Samochód postanowiliśmy zostawić w Kłodzku.

Pogoda:

Prognozy pogodowe nie były zbyt zachęcające, ale około 10-tej na miejscu startu już miało być po deszczu. No i zgadnijcie co? Padało cały czas, ale nie po to jechaliśmy 200 km z Ostrowa Wielkopolskiego żeby odpuścić trip. Odpowiednio ubrani szykujemy się do odjazdu. Niespodzianka! Miły pan nas informuje, że za postój w sobotę musimy opłacić parking, ponieważ to teren prywatny (mimo braku oznaczeń,uważajcie gdzie parkujecie). 15 zł to nie majątek, więc wyskrobaliśmy miedziaki i w drogę.

Góra Kłodzka - cel nr 1

Kłodzka Góra (765 m) –  Najwyższy pod względem wysokości szczyt Gór Bardzkich, położony w ich południowo-wschodniej części. Zdobyć tę na pozór niską górę nie było tak łatwo. Gdy po trzech kilometrach asfaltu wjechaliśmy w tereny bardziej sprzyjające naszym rowerom górskim okazało się, że podjazdy będą strome. Szczyt znajdował się na dziesiątym kilometrze trasy lecz ilość mokrych liści i luźne kamienie skutecznie nas spowalniały. Arek i ja walczyliśmy ile się dało z 10-13% podjazdami, ale często przegrywaliśmy te bitwy. Nie poddawaliśmy się i na szczyt dotarliśmy po dwóch godzinach i kilku minutach. Widok był piękny – choinki i zepsuta skrzynka 🙂 Grzesiu jak i dwójka napotkanych turystów nie mogli wziąć pieczątki. Więc zdjęcie musiało wystarczyć jako dowód na zdobyty szczytu.

Chwilę pogadaliśmy z napotkaną parą. Byli trochę zdziwieni, że chcemy w ten sam dzień zaliczyć Kowadło (988 m) i Postawną (1117 m), następnie zjazd do miejscowości Bolesławów. Tam mieliśmy zaklepany nocleg.  Z Grzegorzem nigdy nie ma lekko. Dystans opiewał na około 85 kilometrów. Taki był plan, ale po przejechaniu 55 kilometrów zmarznięci i głodni ledwo pedałowaliśmy. Nie tak słabo kręciliśmy korbami, ale przyjemności z jazdy nie było. Chwila postoju, kolejna bułka i zaproponowałem odpuścić Kowadło i Postawną.

Góra Kłodzka

Góra Kłodzka (765 m)

Nowy plan, nocleg i jedzenie:

U prezesowej

Nowy plan był następujący:  wracamy 5 kilometrów do Stronia Śląskiego i szukamy noclegu. Suszymy ciuchy, bierzemy ciepły prysznic i uzupełniamy kalorie w jakiejś knajpce. Kowadło i Postawną atakujemy w niedzielę od rana i dalej przez Smrek na Śnieżnik. Grzesiu stwierdził, że “będzie co robić”. Trochę strach nas obleciał. Ale my nie damy rady? Potrzymaj mi piwo 😉 Jak zaplanowaliśmy tak zrobiliśmy. 

Nocleg

Z noclegiem pomógł nam kolega Maciej, za co mu serdecznie dziękujemy. Zatrzymaliśmy się w Ski & Bike House. Nocleg znajduje się na ulicy Turystycznej (dojazd od Kościuszki),po prawej stronie tuż za starą stodołą. Zastaliśmy ładny, ocieplony budynek z garażem gdzie przechowywane są rowery. Klucz posiada tylko właściciel – pan Stanisław. Gospodarz i jego żona to bardzo mili i gościnni ludzie. Po szybkim prysznicu byliśmy gotowi iść posilić się w pobliskiej knajpce, ale zostaliśmy poczęstowani ciepłym żurkiem, a ubrania mogliśmy wrzucić do pralki z opcją suszenia. No rewelacja!  Lepiej niż w cztero-gwiazdkowym hotelu, bo wszystko w cenie 50 zł od osoby 🙂 

Jedzenie

Żurek to za mało. Udaliśmy się na piwo i coś konkretnego. Nazwa U Prezesowej nas zaciekawiła, a risercz Googla podpowiadał, że jest smacznie. Nie zawiedliśmy się. Byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni smakiem potraw jak i podaną ilością jedzenia. Cena 22 zł za posiłek była bardziej niż zadowalająca. Do tego piwko i człowiek szczęśliwy. Po degustacji u Prezesowej poszliśmy zrobić zaopatrzenie w Dino na następny dzięń, więc Arek kupił wysokokaloryczny alkohol. Flaszka Grants’a, a przecież Grzesiu miał jeszcze nalewkę od swojej mamy. Było wesoło i o północy lulu. Pobudka 6:00.

U prezesowej

Zapiekany makaron z mięsem i warzywami

Piwo u prezesowej

Grzesiu prosi o lepszą pogodę

Dzień drugi

Następnego dnia wypoczęci, po pożywnym i obfitym śniadaniu, około 8:30 wyruszyliśmy na kolejny dzień walki z podjazdami. Najbliższy przystanek: Schronisko u Cyborga ( 13 kilometrów od Stronia Śląskiego) i poranna porządna kawa. Podjazd by długi i łagodny, idealny na rozgrzewkę dla leniwych nóg. Kawa smakowała wybornie. Szczególnie z czekoladą, którą poczęstował Grzegorz. Atak na Kowadło nie był już taki prosty. Pierwsza ścianka na wjeździe do lasu miała jakieś 16%. Kolejne dwa podjazdy ciut łagodniejsze i wtedy Garmin pokazuje żeby skręcić w prawo a tam taki widok ( zdj. nr 2). Na odcinku 300 metrów wznios terenu wyniósł 60 metrów. No nic! Wepchnęliśmy rowery i dalej już było lepiej. 400 metrów na rowerze i znowu 300 m w przód i 80 m do góry 🙂 Napotkani turyści stwierdzili, że ich wycieczka przy naszej to pryszcz. 

U cyborga

Chata u Cyborga

Podjazd przed Kowadłem

zdj. nr 2 Podjazd przed zdobyciem Kowadła

Podejście na Kowadło
Kowadło

Wejście na Kowadło (988 m) i zejście

Zejście z Kowadła

W poszukiwaniu Postawnej

Po zdobyciu Kowadła postanowiliśmy poszukać Postawnej (co ciekawe wcześniej za najwyższy szczyt był uznawany Rudawiec – 1112 m). Dlaczego poszukać? No właśnie nie było to takie proste, bo szczyt nie jest jak inne. Nie prowadzi na niego żaden szlak turystyczny. Północny stok Postawnej jest obszarem źródliskowym rzeki Biała Lądecka. Powpychaliśmy rowery na Smrek i dalej udaliśmy się w kierunku Postawnej po drodze zaliczając Brusek (1115,9 m). Trochę się pokręciliśmy po tych źródliskach i niskopiennej roślinności, ale udało się odszukać tabliczki.

Smrek

Smrek Trójkrajny (1117 m)

Postawna

Postawna (1117 m)

Tabliczka odkrywców

Wszyscy ze Świdnicy 30.04.2004 r.

Atakujemy Śnieżnik

Ze Smreka pozostało nam tylko jedno. Dostać się do schroniska Paprsek, napić się kofoli (punkt obowiązkowy) i zdobyć Śnieżnik. Droga przed nami nie była łatwa mimo, że już zdobyliśmy 2 spore szczyty i 2 przy okazji. Z Paprseku wybraliśmy dość długi zjazd tracąc dużo wysokości, a dokładniej z 1020 m na 890 m i później wypych na 980 m 🙂 Śnieżnik atakowaliśmy od czeskiej strony z 750 m n.p.m. Po wdrapaniu się na 1100 m wybraliśmy drastyczną drogę do góry, do zmierzchu było już co raz bliżej. W 30 minut wdrapaliśmy się 300 m w górę co nie było łatwe z załadowanymi rowerami.

Buty Sidi (zachęcam do lektury) dostały kolejną porcję wpierdzielu robiąc za buty turystyczne. Zjazd ze szczytu był czystą przyjemnością. Mogłem w pełni wykorzystać zalety swojego zawieszenia jak i po raz kolejny przetestować solidność wykonania toreb do bikepackingu od Triglav (polecam jego produkty). Szybka szamka w schronisku i jest już 17:00. Do Kłodzka zostało nam jakieś 40 kilometrów. Plan był prosty. Jak najszybciej dostać się do asfaltowej drogi i ile sił w nogach gnać przed siebie. Ostatnie 18 kilometrów poruszaliśmy się drogą krajową numer 33, a było dość mgliście.  Mieliśmy jednak dobre oświetlenie z przodu jak i z tyłu rowerów, do tego odblaski wszyte w buty i ciuchy. Obyło się bez strat w ludziach, ale 3 solidne podjazdy nas dodatkowo zmęczyły przed finiszem. Było warto poświęcić cały weekend na taki trip.

Śnieżnik (1426 m) –  jest najwyższym szczytem Masywu Śnieżnika i 17-tym  co do wysokości w całych Sudetach. Jest on jedyną górą w masywie, która wystaje ponad górną granicę lasu

Atakujemy Śnieżnik

Dwie ścianki nas zniszczyły, trzeba pchać

Podejście na szczyt od Kapliczki niebieskim/czerwonym

Śnieznik (1426 m)

Podsumowanie

Łącznie przejechane 141 kilometrów, 3150 metrów w górę i zaliczone 3 najwyższe szczyty trzech pasm górskich oraz kilka równie wysokich lecz mniej ważnych 😉 

Widoki

Widok na Dziczy Grzbiet (prawdopodobnie)

Widok na Dziczy Grzbiet (prawdopodobnie)

Paprsek 1022m

Widok z Paprsek (1022 m)

Takie tam po drodze 🙂