Stronie Śląskie – Majówka 2019 / Dzień pierwszy

Stronie Śląskie – Majówka 2019 / Dzień pierwszy

13 czerwca 2019 0 By Wild on bike

Majówka - Gdzie by tu...?

Majówka, to odwieczny dylemat gdzie się udać by dobrze ją wykorzystać. Wielu z was od razu za cel obrało zagraniczne miejscówki rowerowe w kierunku Włoch, Szwajcarii czy też Austrii. Jednak polskie góry to setki wypasonych miejscówek, dlatego postanowiłem odwiedzić je poraz polejny. Termin majówkowego długiego weekendu jest zawsze mocno oblegany, dlatego nocleg postanowiliśmy ogarnąc dużo szybciej. Na początku roku dałem znać kilku znajomym jaki mam plan na majówkowy weekend i zebrała się spora ekipa. Prognozy pogodowe nie były zbyt optymistyczne i padło pytanie: “A co zrobimy jak rower nie wypali?”

"Wiadomo. Grill, dobre towarzystwo i piękne widoki"

Nasza baza

Mocno wyczekiwany dłuuuugi weekend nareszcie się rozpoczął. Z pięcio osobową ekipą wybraliśmy się do Stronia Ślaskiego by pośmigać po okolicznych górkach. Kilka osób się wykruczyło z powodu pogody. Niech żałują co ich ominęło ;  )
Byłem w tych rejonach późną jesienią ubiegłego roku o czym przeczytacie tutaj. Miałem więc wstępny plan gdzie zabrać ekipę, mając nadzieję że jednak deszcz nas ominie (nie, nie dałem na tacę). Wpakowaliśmy rowery i cały potrzebny sprzęt do Vito Macieja i ruszyliśmy w kierunku ukochanych górek.  Wybór noclegu padł oczywiście na Ski & Bike House (przeczytasz o nim tutaj).

Pivovsky przy ogniu

Majówka - Dzień pierwszy

Do Stronia wybraliśmy się we wtorek po pracy aby majówkę móc rozpocząć w środę jak najwcześniej. Jednak po przyjechaniu dzień zakończyliśmy grillem i kilkoma piwkami. W środę wczesnym rankiem w gotowości był tylko Arek. Od 6:30 wszystkich popędzał, chodził i tupał mówiąc “szkoda dnia, jedźmy już”. W sumie dobrze jest mieć takiego człowieka w ekipie, inaczej byśmy wybrali się na rowery dopiero około południa. Parę minut po 9:00 byliśmy gotowi i ruszyliśmy według planu. Był prosty. Kurs na Kowadło i na powrocie kawa u Cyborga. Tak na rozgrzewkę co by rozkręcić nogę i towarzystwo przygotowało się na podjazdy. 

Wylot ze Stronia wiódł asfaltową drogą. Po przejechaniu 4,5 km skręciliśmy na czerwony szlak, który usytuowany był po lewej stronie rzeki. Piękny szutrowy i lekki podjazd podsycił naszą ciekawość, ponieważ nikt z naszej grupy nim wczesniej nie jechał. Nasz entuzjazjm szybko minął gdy szlak skręcił gwałtownie w lewo w kierunku szczytu pasma gór, wzdłuż którego jechaliśmy przed chwilą. Pierwszy rzut oka i wiedzieliśmy, że będzie mocno. Teren gwarantował nachylenie od 10 do 20%. Po pierwszych metrach podjazdy wszyscy się zagrzaliśmy i zaczeliśmy zdejmować to co mieliśmy pod spodem: termo, nogawki, kurtki. Tego ranka temperatura oscylowała w okolicach 8 stopni.

"Wysokościówka"

Warstwica (nazwa używana w geodezji) lub poziomica (nazwa używana w kartografii), izohipsa – linia krzywa na mapie łącząca punkty o takiej samej wysokości nad poziomem morza. Powstaje poprzez przecięcie powierzchni terenu płaszczyznami poziomymi, równoległymi i oddalonymi od siebie o stałą wartość (np. co 10 m) cięcia poziomicowego. Rysunek na mapie odtwarza ukształtowanie terenu, a mapa z poziomicami nazywana jest mapą poziomicową (warstwicową).

Wdrapaliśmy się do sąsiadów

Podjazdu łącznie było 600m. Dalszy 3 kilometrowy odcinek był przyjemny. Szutrowa ubita droga wzdłuż “wysokościówek”. Miejscami na podjazdach pojawiały się korzenie. Uwielbiam taki naturalny i techniczny element na trasie.

Przełęcz Gierłatowska

Dotarliśmy do przełęczy Gierałtowskiej (685 m n.p.m. foto powyżej) a jednocześnie przejścia polsko-czeskiego. Widok był przepiękny mimo pochmurnej pogody. Po “ciasnym” szlaku otwarta przestrzeń zauroczyła wszystkich. Pstryknęliśmy kilka fotek i dalej postanowiliśmy jechać po stronie czeskiej. Zjechalismy za pierwsze wzniesienie a naszym oczom ukazały się ciekawe ruiny. Nie znaleźliśmy żadnej tabliczki informacyjnej ale dobrze przyjżeliśmy się temu miejscu. Jedyne co nam się nie spodobało to fakt, że polacy podjechali samochodem na samą przełęcz. Po stronie czeskiej drogi dojazdowej nie było widać. Jedynie przetarty i dobrze oznakowany szlak z tabliczkami informacyjnymi o kierunku podróży.

Przełęcz Gierłatowska

Pierwsza myśl padła by udać się na zielony szlak graniczny, który poprowadzony był granią. Nie stracilibyśmy wysokości, ale coś nam podpowiadało by wybrać szlak czerwony w kierunki Orlickiej Kopy. Szlak był pieszy ale dało się jechać. Miejscami spotkaliśmy powalone pnie drzew lub bujną roślinność w postaci gęstych krzaków 😀 (lubimy takie szwenduro).

Po dwóch kilometrach dotarliśmy do schroniska. Było nieczynne lecz dobrze zabezpieczone przed ciekawskimi (być może funkcjonuje w określonych terminach). Ławki obok  były świeżo postawione (opiekun dba o turystów). Zrobiliśmy sobie kilka minut przerwy aby się posilić. Piwko, batonik, banan. Co kto woli ; ) Na szlaku nikogo nie spotkaliśmy. Po dwunastu  kilometrach i 800m w górę wszystkim humory dopisywały, a sił nie brakowało więc ruszyliśmy dalej.

Schroniską w drodzę pod Orlicką Kopę

Dalej na Kowadło

Kolejne cztery kilometry trasy były urozmaicone. Kilka stromych podjazdów i szybkich zjazdów. Z czerwonego szlaku wbiliśmy się na żółto-zielony aby dotrzeć na Kowadło. Ostatni podjazd był wymagający. Sto dwadzieścia metrów w górę, na dystansie jednego kilometra, a nachylenie terenu wahało się między 8-17%. Mijani turyści byli pod wrażeniem, że wjeżdżaliśmy na ten szczyt. Tętno często dobijało do maksimum i trzeba było zejść z roweru. Ale już nie takie wyzwania udawało nam się pokonać. Wiec powoli do przodu i cel został osiągniety. Widok z samego Kowadła nie robił wrażenia. Byłem tutaj wcześniej i wiedziałem, że towarzysze wycieczki będą nim zawiedzeni. Miałem jednak asa w rękawie. Ze szczytu udaliśmy się żółtym szlakiem by po stu metrach przedrzeć się w lewo przez kilka krzaków. W tym miejscu znajduje się wysunięta, ogromna skała z przepięknym widokiem na góry. W oddali widać pasmo już czeskich gór. 

Na szczycie Kowadło
Kowadło, widok 100m od szczytu

Mała przerwa

Po wypiciu piwka (od pivovsky), zjedzeniu kanapeczki i napawaniu się widokami zaczeliśmy schodzić ze szczytu. Może jakiś wyjadacz enduro by to zjechał ale my postanowiliśmy zejść : ) Jakimś cudem nie zostało wykonane ani jedno zdjęcie podczas schodzenia (zrobię następnym razem). Według śladu gpx opad terenu na zejściu wahał się między 15-28%. Reszta trasy wiodła już tylko w dół. Po drodze zatrzymaliśmy się w Chacie u Cyborga na kawę i coś słodkiego. Szarlotka i pyszna kawa były zwięczeniem pierwszego dnia w tych przepięknych terenach.

Kawa w Chacie u Cyborga

Ostatnie czternaście kilometrów wiodło asfaltem więc nie ma co pokazywać. Aby uzupełnić spalone kalorie udalismy się na konkretne jedzenie do Prezesowaje, w Stroniu Śląskim. Pizza oraz dania kuchni włoskiej były warte czekania. Na zdjęciu poniżej mięso z warzywami zapiekane w serze. Porcja była konkretna. Ledwo ją wcisnąłem a zrobiliśmy sporą trasę w pierwszy dzień majówki.

U prezesowej

Z pełnymi żołądkami udaliśmy się na siestę do ogdrodu przy naszym noclegu. Ski & Bike house jest godnym polecenia miejscem do zatrzymania się w tym rejonie. Z tyłu domu zostało wyznaczone miejsce na ognisko z opuszczanym rusztem przy którym kończymy każdy dzień. Drewno znajduje sie kilka metrów obok. Znajdziemy tutaj również hamaki, a także wygodne rozkładane krzesła z funkcją leżenia. S & B House nie posiada jeszcze tablicy z nazwą ale zawieszony rowerek nad bramą garażu oznacza, że dobrze trafiliśmy. Więcej informacji o tym miejscu znajdziecie tutaj.

Ogród

Ślad Gpx z pierwszego dnia.