Majówka 2019 / Dzień drugi – Bar leśny

Majówka 2019 / Dzień drugi – Bar leśny

4 września 2019 0 By Wild on bike

Kierunek bar leśny

Głównym celem drugiego dnia wyjazdu jest bar leśny, który znajduje się tuż za granicą- u naszych czeskich sąsiadów, a po drodze wdrapiemy się do schroniska Paprsek. Wtedy nawet ja nie wiedziałem, że dam ekipie mocny wycisk.
Tym razem wyruszyliśmy wcześniej niż dnia poprzedniego. O 8:00 wszyscy byli gotowi na tak zwaną miłą wycieczkę 🙂 Wylot ze Stronia kierował nas na Starą Morawę, a dalej na Bolesławów, by wjechać na żółty szlak. Droga prowadziła zboczem gór Zawada oraz Stromą. U ich podnóżna leży miejscowość Kamienica, w której znajduje się browar. I już znaliśmy cel pieszej wycieczki na kolejny dzień. Schronisko Paprsek znajduje się na południowych stokach Gór Rychlebskich na wysokości 1022 m. Oznacza to mniej więcej tyle, że czekało nas sporo wspinania i kilka zjazdów.

Jeżeli nie czytałes relazji z pierwszego dnia – zapraszam do lektury.

Droga na szczyt

Drogą Staromorawska (żółty szlak z Bolesławowa) dotarliśmy do przełęczy Płoszczyna (817 m) i zmieniliśmy kolor szlaku na zielony. W nogach mieliśmy 10km i 340 metrów w pionie. Jednak góry są bezlitosne, a podjazd przed nami wyglądał przerażająco. Zaatakowaliśmy podjazd z grubej rury, lecz część ekipy poddała się po kilku metrach i prowadziła rowery. Z Maciejem lubimy wyzwania, więc próbowaliśmy podjechać ile się dało. Sił w nogach starczyło na kilkaset metrów. Gdy tętno osiągnęło maksymalny pułap, zmuszeni byliśmy zejść z rowerów. Krótka przerwa i atakujemy drugi raz górę, która z nas drwiła.

Widząc zakręty mieliśmy nadzieję, że podjazd się skończy i odetchniemy pełną piersią, lecz teren był bezlitosny. Zakręt i w górę, kolejny i jeszcze wyżej, aż na sam szczyt. Podjazd piął się 150m w pionie na odcinku 2km (nachylenie terenu możecie sprawdzić na śladzie gpx na końcu wpisu). Wierzchołek Brusinki swoją nazwą nie zapowiadał piekła jakie przed chwilą nas spotkało. Szybki rzut oka na mapę i trzymamy się zielono/czerwnego szlaku. Po 150m odbijamy na czerwony. Tym razem czekał nas mokry zjazd i lekka strata wysokości. Po ulewnych deszczach szlakiem płynął niewielki strumień wody, który sprawił, że duże dzieci pobrudziły się błotkiem. Dotarliśmy do przełęczy “Pod Jelenią Kopą”, gdzie znaleźliśmy resztki śniegu.

Zjazd przed Paprsek
Pod Jelenią Kopą

Paprsek

Drogi na Paprsek były dwie. Mogliśmy wybrać asfaltową, która prowadziła na sam szczyt, lub opcję drugą- czerwonym szlakiem (zimą jest to trasa biegowa dla narciarzy). Utwardzona droga nie jest zbyt ciekawą opcją więc wybraliśmy szutrówkę. Wzniesienie terenu natychmiast przywitało nas 10% wzrostem wysokości a ekipa ambitnie walczyła o każdy metr podjazdu. Po kolejnym wzniesieniu dotarliśmy do schroniska. W nogach mieliśmy 17km, lecz widoki wynagrodziły nam wysiłek włożony w zdobycie szczytu. Zamówiliśmy kawę, która swoim aromatem kusiła nas już od samego wejścia. W schronisku jest kilka możliwości jeżeli chodzi o zapłątę. Płatność koronami, złotówkami, a także kartami płatniczymi. Polecam czeskie korony lub kartę. Z doświadczenia wiem, że Czesi różnie przeliczają swoją koronę. W kantorach wartość czeskiej jednostki jest dość stała i utrzymuje się w granicach 16-17 gr. Czasami możemy zostać zaskoczeni przeliczeniem korony po 20gr, jeżeli płacimy polskimi złotówkami.

Widok z Paprse

Widoki piękne, a majówka ucieka. Czeka nas jeszcze kilka kilometrów do baru leśnego, więc czas się zbierać. Ruszamy niebiesko/czerwonym szlakiem tuż obok głównej drogi. Taki mini singiel, który kieruje nas w prawo na szlak czerwony. Jednak naszym celem jest graniczna droga przez Brousek na przełęcz Trzech Granic. Widoki piękne ale przy szczycie Smrk postanowiliśmy odbić na bar leśny, który był naszym celem.

Drogowskaz do baru leśnego
Drogowskaz do baru leśnego

zdjęcia nr 1 i 2

Droga do baru leśnego

Od przełęczy Trzech Granic czeka was kawał konkretnego zjazdu (zdj. nr. 3). Dokładnie 200m w dół na odcinku 1,5 km. Uruchomiłem manualnego myk myka aby opuścić siodełko i jazda przed siebie. Na zjeździe zaskoczyło mnie kilka ściętych drzew, ale z zwinnością kota je ominąłem. Maciej na swoim XC zjeżdżał zdecydowanie wolniej ode mnie. Byłem pełen podziwu, że stromizna nie robiła na nim wrażenia. Arek i Magda postanowili się przespacerować. Tą ścieżką zjedziemy do drogi asfaltowej. Znajdziemy przy niej drogowskazy (zdj. nr 1 i 2), więc do baru leśnego trafić raczej łatwo.

 Aby w końcu napić się zimnego piwka chłodzonego strumieniem górskim, od tego miejsca możemy wybrać dwie drogi. Pierwsza, bardziej lajtowa o długości 6 km prowadzi asfaltem w prawo. Druga opcja to podążanie za wyznaczonymi strzałkami. Tym razem wybraliśmy asfalt. Będąc tutaj poprzednim razem, zjechaliśmy według strzałek. Zjazd jest mega fajny a w barze lądujemy na prawdę szybko. Na asfalcie opony toczyły się bardzo lekko a prędkości w okolicach 55 km/h nie były niczym dziwnym. W tym momencie uświadomiłem sobie, że będzie trzeba się wdrapać z powrotem do góry aby wrócić do Stronia, gdzie nocowaliśmy. Tymi informacjami z ekipą podzieliłem się przy barze, gdzie nabrali sił po wyczerpującym zjeździe z granicy.

Zjazd do baru leśnego

zdjęcie nr. 3

Bar leśny

Bar leśny - Pivo Svijany
Bar leśny - nealko
Bar leśny

W barze znajdziemy dosłownie wszystko. Różne piwa, napoje kolorowe i wodę. Obok wisi otwieracz, elegancko przytwierdzony sznurkiem co by się nie “zagubił”. Jeżeli zgłodniałeś to w szulfadach od stołu znajdziesz kiełbasę przechowywaną w mini lodówkach turystycznych. Do tego chleb, musztardę lub ketchup, co kto woli. Jeżeli zapomniałęś kieliszków na mocniejsze trunki, nic straconego. Je również znajdziesz. Ale nie myślcie, że ktoś to wszystko przywozi za darmoszkę. Na drewnianej tabliczce znajdziemy cennik, a należnośc za spożyte dobroci trzeba zostawić w skrzynce na listy. Tuż pod nią leżą drobniaki abyśmy mogli wydac sobie resztę. Klimacik po prostu przedni.
Wiem, wiem zaraz każdy pomyśli, że Czesi mają fajne pomysły i u nas taki bar by nie zdał egzaminu bo rozkradną. Podczas trzech ostatnich wizyt w leśnym bardze dowiedziałem się, że miejscówka została opustoszona dwa razy i to przez lokalsów. Właściciele chyba zrobili z nimi porządek bo bar ma się dobrze i niczego nie brakuje.

Powrót z baru leśnego

Pojedli, popili, więc czas ruszać. Z baru leśnego mamy dwie opcje. Powrót asfaltem pod górę lub szybki wypych do drzewa z drogowskazem. Udało mi się przekonać ekipę, że 6 km asfaltem zajmie nam więcej czasu niż 400m wypychu. Teraz już wiem, że się myliłem. Wypychu było 1000m a Maciej nie był przygotowany na takie skoki tętna, więc jemu drogą do góry zajęła ciut “dłużej” niż nam. Gdy już zdobyliśmy trochę wysokości trzeba było zjechać kilometr tą samą drogą, lecz odbić w prawo.

Droga, która była nam już znana zaskoczyła Macieja i postanowił przyjżeć się ściółce leśnej “z bliska”. Skończyło się na sporych otarciach po przeszlifowaniu asfaltu z prędkością ponad 60 km/h i pogiętym hakiem. Adrenalina wzieła górę. Maciej szybko się pozbierał przekonując nas, że wszstko jest w porzadku i pojechaliśmy dalej. Zjazd był długi a trzeba było znowu odbić pod górę. Maciej oddalił się od nas na tyle, że nie słyszał wołania o skręcie i musieliśmy na niego poczekać. Gdy ochłonął po szlifie zobaczył, że nie ma nas za nim i musiał nadrabiać wysokości. Nie było zasięgu, żeby do niego od razu zadzwonić, więc w oczekiwaniu podziwialiśmy widok na dolinę.

Bar leśny - Widok na dolinę

Widok na Horní Lipová

Z baru leśnego pod górę

Po kilku minutach oczekiwania już miałem jechać po zgubę, kiedy to wyłoniła się zza zakrętu. Od tego momentu trzymalismy się razem. Zaczęliśmy się irytować, bo czekało nas sporo wypychania. Poździerana skóra Maćka dawała mu o sobie znać sporym bólem, przez co rzucał rowerem. Szlaki były na tyle strome i pokryte korzeniami, że nie byliśmy w stanie nimi podjeżdżać. Walczyłem jak ryba wyciągnieta z wody, ale tętno co chwila eksplodowało poza skalę i efekty były mizerne. Znajdowaliśmy się na wysokości 800m i obraliśmy kierunek na Klini (983 m), a następnie na przełęcz Trzech Granic. Nie chcieliśmy już tracić wysokości, więc obraliśmy najszybszą drogę do góry. Na 4 km wspieliśmy się 320m. Ta decyzja kosztowała nas sporo energii. Świadomość, że po osiągnięciu wysokości 1117m czekał nas 23 km zjazd do Stronia dodawała nam otuchy.

To był wyczerpujący dzień. Bar leśny, który miał być przyjemnym doświadczeniem porządnie nas zmęczył.
Ekipie należą się brawa oraz uznanie, szczególnie Maciejowi- za ducha walki z bólem 😉

Ślad gpx z drugiego dnia

Polecam przeczytać...

Majówka - Widok z Krzyżnika

Majówka, to odwieczny dylemat gdzie się udać by dobrze ją wykorzystać. Wielu z was od razu za cel obrało zagraniczne miejscówki rowerowe w kierunku Włoch, Szwajcarii czy też Austrii. Jednak polskie góry to setki wypasonych miejscówek, dlatego postanowiłem odwiedzić je poraz polejny.

Ogród

Ski & Bike House położony jest w malowniczym regionie powiatu Kłodzkiego w miejscowości Stronie Śląskie, na pograniczu polsko-czeskim. Obiekt czynny jest cały rok. W zależności od pory roku do dyspozycji gości ziemia Kłodzka oferuje różnego rodzaju atrakcje. Latem możemy wybrać się na podliskie ścieżki rowerowe, natomiast zimą czekają na nas trasy przygotowane pod narty biegowe.

Hashtag - Konkret

Wszyscy potrzebujemy paliwa do podróżowania. Na szybkie kółko szosą, treking w górach czy trip enduro. Jeżeli mamy już coś zjęść konkretnie to najlepiej mięcho. Myślę mięso, widzę krowę. Jak krowa to wiadomo, burger wejdzie idealnie. Też tak macie? W dodatku wołowina bogata jest w: wapń, magnez oraz żelazo. Zaopatruje nas również w witaminę D oraz B6 i B12.